Wywiad z profesorem Władysławem Filipowiakiem dyrektorem Muzeum Narodowego w Szczecinie, kierownikiem wykopalisk archeologicznych w Wolinie, odkrywcą posążka Świętowita wolińskiego.
Dnia 10.III.2000 rozmawiał Igor D. Górewicz.
IDG: Proszę pokrótce przedstawić okoliczności odkrycia czterotwarzowego posążka z Wolina.
prof. Filipowiak: Posążek z Wolina był odkryty w trakcie systematycznych badań wykopaliskowych, które prowadzono w centrum miasta. Znaleziono go w klepisku, w podłodze chaty, która uległa spaleniu i zniszczeniu, ale dzięki temu, że był w owym glinianym klepisku to zachował się do naszych czasów w doskonałej formie. Był znaleziony niedaleko, w sąsiedztwie można powiedzieć, starszej świątyni pogańskiej, która tam istniała, ale nie bezpośrednio w tejże świątyni, tylko w przylegającym do niej domu. Datowany jest na przełom IX i X wieku. Jest to jedyne właściwie wyobrażenie czterotwarzowego bóstwa, które identyfikujemy ze Światowitem* na podstawie jego opisu z Arkony. Mamy do tego analogie i - co jest ciekawe - że ten mały posążek liczący 9,5 cm wysokości ma odpowiadające mu znalezisko - choć może nie tak artystycznie świetnie wykonane - w Danii w Svendborgu, gdzie też znaleziono taki posążek o czterech twarzach, osobiste bóstwo-idol można powiedzieć. Ten ostatni jest łączony z osadnictwem słowiańskim, które tam w okolicy Svendborga występuje. Ale te zagadnienia były publikowane. Wracając do idola wolińskiego jest to jedyne tego typu znalezisko na całej Słowiańszczyźnie zachodniej. Muszę tu oczywiście pominąć posąg Światowida ze Zbrucza, przedstawiający sobą całkiem inny charakter, będący posągiem a nie bóstwem osobistym.
Znamy ze źródeł pisanych z XII wieku, zwłaszcza z lat 1124 -1128 z pobytu misji chrystianizacyjnej Ottona z Bambergu, że po 1124 roku Wolinianie wrócili do pogaństwa i właśnie tańczyli, bawili się z okazji jakiegoś święta, nosząc ze sobą i pokazując takie bóstwa osobiste. Oczywiście jest tam dalszy komentarz kronikarza, bo miasto spłonęło przy tej okazji (prawdopodobnie mocno świętowano), że stało się to za sprawą grzechu odstąpienia od prawdziwej wiary. Właśnie ta druga misja z roku 1128 miała poprawić stan rzeczy, no i ona właśnie ostatecznie osiągnęła sukces.
Poza tym obok znajduje się świątynia wybudowana w IX wieku, gdzie znaleziono idole, ale jednotwarzowe, co dowodziłoby, że czczono też na miejscu jakieś inne właśnie jednotwarzowe bóstwo o nieznanym imieniu, ale Światowit był tym bóstwem naczelnym. Ciekawe, że w tym samym miejscu w okresie największego rozkwitu miasta w 966 roku zbudowano nową, okazałą świątynię, która ma ogrodzenie, ma dziedziniec i ma stajnie dla konia.
IDG: Czarnego?
prof. Filipowiak: Jakiej barwy był koń woliński tego nie wiadomo, w Szczecinie był to koń czarny, na Arkonie biały. Więc z barwą konia było różnie, ale jeśli chodzi o wróżenie, to istniał ten sam obrządek zarówno w Szczecinie, Arkonie co i w Wolinie. Świadczy to o tym, iż był to bardzo powszechny sposób stawiania wróżby. Wiemy zresztą, że kapłani pogańscy odgrywali w związku z tym poważną rolę w życiu społeczno politycznym danego miasta, mając na nie duży wpływ.
IDG: Czy możemy założyć z całą pewnością, że posążek Świętowita z Wolina jest wyrobem miejscowym?
prof. Filipowiak: Tak. Świadczy o tym nie tylko miejsce znalezienia, ale i materiał wykonania, bowiem zrobiony był on z cisu. Poza tym cały kontekst w jakim go znaleziono jest miejscowy, także nie ma innych analogii. Nie ma.
IDG: Powiedział pan, że posążek znaleziono w domostwie przylegającym do świątyni, czy w związku tym mogło to być domostwo kapłana?
prof. Filipowiak: Tego się nie da powiedzieć. Innych rzeczy nie ma, które by na to wskazywały.
IDG: Jakie jest znaczenie pańskiego odkrycia owego posążka dla poznania kultury pomorskich Słowian.
prof. Filipowiak: Ma ogromne, bo właściwie takich rzeczy nie odkrywano. Mamy oczywiści egzemplarze drewnianych idoli znajdowanych w wielu punktach, jednak są to różnego rodzaju przedstawienia jednotwarzowe, jednak posążku czterotwarzowego o tych wymiarach osobistych w ogóle do tej pory nie znaleziono. Jest to więc jedyne takie przedstawienie z wyjątkiem owego ze Svendborga, z tym że tamten ma takie zakończenie, które świadczy iż był w coś wstawiany, czyli był domowym obiektem kultu.
IDG: Jakie jest pana zdaniem miejsce wśród bóstw słowiańskich Świętowita i co pan sądzi o zdaniu Perkunu yra dang (Perun jest wieloraki), czy możliwa jest teoria, że Świętowit jest jednym z wcieleń - aspektów Peruna.
prof. Filipowiak: Mi to jest trudno powiedzieć. Można to w ten sposób interpretować, ale jednak w źródłach pisanych jest także określenie, że jest to bóg bogów i to jest chyba najbardziej przekonywujące. Z jednej strony przekaz pisany, z drugiej - Arkona, jako centralny punkt kultu Światowita dla całej Słowiańszczyzny zachodniej miał znaczenie i dowodzi to roli tego boga. Więc nie było większego boga, tym bardziej, że uznawanego nawet przez obcych, bo i król duński składał mu również ofiary, chcąc względów politycznych zyskać jego przychylność. Nie ma wątpliwości, że Szczecin też płacił do świątyni Światowida pewną daninę, więc jak przeszedł na religię chrześcijańską to nawet wyprawa była Rugijczyków przeciwko Szczecinowi za niepłacenie odpowiedniej daniny. Zresztą do świątyni zarówno w Szczecinie, jak i w Arkonie, a prawdopodobnie i w innych świątyniach płacono 1/10, a może i 1/3 z tego co uzyskano jako zdobycz na lądzie i na morzu, jak piszą przekazy, także był to jednocześnie bardzo ważny skarb miasta, czy państwa plemiennego, z którego korzystano w momentach tragicznych, w stanie zagrożenia, opłacano okupy itd.
IDG: Czy odkrycie Swiętowita wolińskiego i istnienie przekazu o Świętowicie rugijskim może dowodzić ogólnosłowiańskiego charakteru tego bóstwa.
prof. Filipowiak: Myślę, że na to wskazują już same przekazy pisane, a to odkrycie tylko to potwierdza.
IDG: Istnieje też teoria dotycząca Świętowita i innych bóstw wielotwarzowych i wielogłowych mówiąca, iż powstawały one poprzez połączenie mniejszych plemion w większy organizm, a przez co ich partykularnych bogów łączono w jedną potężniejszą istotę.
prof. Filipowiak: Nie, to raczej nie ma związku, a cztery głowy mają inne symboliczne znaczenie. Cztery twarze patrzą na wszystkie strony świata, więc to jest bardziej charakterystyczne.
IDG: Jak natomiast ma się znalezisko Świętowita do znanego, dominującego w Wolinie i pobliskim Szczecinie kultu Trzygłowa/Trygława?
prof. Filipowiak: W źródłach jest wymienione, że czczono Trzygłowa, ale to tylko świadczy o dużej tolerancji, jaka występowała w religii słowiańskiej, bo kiedyś ktoś mógł być wyznawcą Trzygłowa, albo i grupa ludzi. Poza tym nie wiadomo, czy to nie jest pomyłka tego dziejopisa, bowiem w Wolinie występują bóstwa jednotwarzowe, ale nie znamy ich nazwy, a w szczecinie znany jest Trzygłów, no więc i tam mógł być też czczony. Ale fakt, że znaleziono Światowita świadczy, że to było naczelne bóstwo. Także nie było takich ostrych, że tak powiem, kanonów i obowiązków wyznawania jednego z tych bogów. Zresztą ta tolerancja znana jest i z czego innego, a mianowicie z zapisu Adama bremeńskiego z ok. roku 1070, który wskazuje na zezwalanie w Wolinie na wyznawanie religii chrześcijańskiej, byle nie publicznie i to jest bardzo ważne, mówiące o ogromnej tolerancji. Oczywiście ona wynikała z potrzeb ekonomicznych i politycznych, niemniej jednak dowodzi to, że Wolin był miastem słowiańskim i obowiązywała miejscowa religia publiczna, ale każdy mógł wyznawać swoją religię. Zresztą w Szczecinie żona pewnego wielmoży Domasowa była chrześcijanką, a i on nieoficjalnie był chrześcijaninem, co - trzeba powiedzieć - w gruncie rzeczy nie przeszkadzało. Myślę, że to jest właśnie zadziwiające, ta tolerancja w owych powstających słowiańskich ośrodkach miejskich, w kształtującej się w tym czasie kulturze miejskiej.
IDG: Pytanie osobiste. Jak pan sądzi, co może symbolizować, jakie wartości, jakie archetypy niesie ze sobą Świętowit?
prof. Filipowiak: Proszę pana, już sama nazwa to mówi. Wszystkowidzący, wszystkowiedzący to najważniejsze właściwości bóstwa, tak to mógłbym widzieć.
IDG: Wszechobecny?
prof. Filipowiak: Tak Wszechobecny.
IDG: Jak pan uważa, czy jakości, wartości, które niosło ze sobą słowiańskie pogaństwo mają rację bytu we współczesnym świecie? W jaki sposób dzisiejsi wyznawcy dawnych kultów powinni odnosić się do przedstawień Świętowita i innych bogów Słowiańszczyzny?
prof. Filipowiak: Dosyć trudno powiedzieć. Nie znamy do końca wszystkiego, to co wiemy to są informacje wyrywkowe. Obok tego istniał kult i magia bardzo szeroko rozwinięta, która też była irracjonalną i racjonalną, bo wierzono, że na przykład nałożenie wianka wiklinowego na narożniku domu pozwoli mu być trwalszym , nie rozplatać się nie niszczyć. Poza tym składanie różnego rodzaju ofiar i w obrębie domostw i w grobach też świadczy o rozwiniętym systemie wierzeń, ale jakich dokładnie tego nie da się w tej chwili określić.
IDG: Czy myśli pan, że z tego co istnieje powinni czerpać współcześni Polacy, aby poznać swoje korzenie kulturowe?
prof. Filipowiak: Oczywiście. To jest zawsze ważne, bo to wzbogaca. Kulturę wzbogaca i tradycję, co nie ulega wątpliwości, a co więcej myślę, że nawet za mało znamy owe różne nasze tradycje w tym zakresie. Na przykład do dzisiaj obchodzone są u nas dożynki, a najstarsze dożynki mamy znane z opisu z Arkony. Święto plonów. Zbierano się składano ofiarę, wróżono na następny rok, na następne zbiory, oczywiści błagano o przychylność, aby były one dobre, ale ten fakt, że za tym wielkim kołaczem krył się kapłan i pyta, czy go widać oraz wróżono z ilości miodu też jest świadczący. A jest to dwunasty wiek, opis ten pochodzi z 1168 roku, więc proszę sobie wyobrazić, jak dawne są te tradycje. Muszę jeszcze dopowiedzieć, że chyba w latach 80-tych, kiedy byłem na Rugii - gdzie bywam od czasu do czasu - w kościele jesienią były plony poukładane, kościół jest protestancki, ale tradycje czy nie sięgają aż tak daleko wstecz? A składanie u nas ofiar w postaci uzyskanych plonów też jest praktykowane. A jest to bardzo sympatyczna uroczystość.
IDG: Ostatnio dobre stosunki Polski z Niemcami powodują, że jest otwarta dyskusja na temat zasiedlenia tych naszych zachodnich ziem przez Słowian. Jak sądzi pan, jak długo ziemie Pomorza Zachodniego, wokół Szczecina, Wolina, czy Pyrzyc zasiedlają Słowianie?
prof. Filipowiak: Od VI, VII wieku.
IDG: Czy możemy powiedzieć, że w sposób nieprzerwany?
prof. Filipowiak: No nie, tak się nie da powiedzieć. Mamy udokumentowane osadnictwo słowiańskie w VI, VII wieku naszej ery i ono trwa nieprzerwanie do XIII wieku, czyli 7-8 stuleci. Wtedy to zaczyna się kolonizacja niemiecka i te obszary zostają zgermanizowane, ale jeśli porównamy wiekowo, to stan się wyrównuje. Oczywiście kulturowo będzie to różne, inne czasy i inaczej na to należy spojrzeć. Tyle jeśli chodzi o początki, ale idąc dalej wstecz u ujścia Odry byśmy spotykali i plemiona germańskie i inne, także jest to trudne do osądzenia, a ograniczając się do czasów historycznych, które nas interesują, to taki sam długi jest okres Słowiańszczyzny i niemieckości.
IDG: Historiografia niemiecka w swoich różnych okresach dosyć agresywnie podchodziła do tych spraw. Istniały twierdzenia, że właściwie wszystkie zdobycze kulturowe, jakie mamy na Pomorzu Zachodnim są dziełem plemion germańskich. Jak pan się do tego ustosunkowuje, czy germanie wnieśli tu cywilizację?
prof. Filipowiak: Proszę pana, nie ulega wątpliwości, że po XIII wieku w ogóle zmieniało się oblicze Europy i nasze ziemie też, nie tylko na Pomorzu, ale wszędzie. Taki był postęp cywilizacyjny. Rozwijały się lokalne społeczności, przywędrowywały inne i przynosiły nowe osiągnięcia cywilizacyjne, więc myślę, że jest w tym przesada, że to dzieło wyłącznie Niemców. Jeśli spojrzymy do literatury niemieckiej starszej dotyczącej Pomorza, to ile jest w niej różnego rodzaju obrzędów, świąt i tradycji, które nawiązują w gruncie rzeczy do miejscowych, słowiańskich tradycji. Ale cywilizacja niesie ze sobą inne elementy, inne potrzeby, inną technikę inną kulturę. W tej chwili mamy to samo, ja nie wiem, czy za 50 lat nie będziemy bardziej zamerykanizowani kulturowo i cywilizacyjnie, bo same reklamy, które widzę w Szczecinie są przeważająco w języku angielskim i część po niemiecku.
IDG: Wolin - czego nawet można doświadczyć podczas letniej imprezy, tzw. najazdu wikingów - i Szczecin w pewnym stopniu, były miejscem, w który w okresie IX, X i XI wieku przenikały się kultura słowiańska i tzw. nordycka. Jak dalece one się przenikały?
prof. Filipowiak: Tego nie da się tak dokładnie określić jak daleko, ale miasto owe było słowiańskie, były importy z północy, ale nie tylko. Mamy również importy z zachodu Europy i ze Wschodu, to było miasto, gdzie przenikały się różne wpływy, ale oblicze tego miasta było słowiańskie. Piszą o tym nawet źródła pisane, już nie mówię o źródłach archeologicznych, które to potwierdzają, właśnie Adam z Bremy, który mówi ok. 1070, że obok Słowian mieszkali Sasi, Grecy i inni barbarzyńcy - ale "obok Słowian". W XII wieku z kolei, Helmold w swojej kronice słowiańskiej mówi o Wolinie opulentisima civitas sklaborum - największe miasto Słowian. Mieszkali więc tu międzynarodowi kupcy, ale nie decydowali oni o obliczu kulturowym miasta, na pewno nie do XII wieku włącznie.
IDG: Rzekł pan, że "największe miasto Słowian", przyjmowało się również, że było to jedno z największych, jeśli nie największe miasto na południowym brzegu Bałtyku. Jak pan więc sądzi, dlaczego tak potężne miasto, które jak podają niektórzy miało nawet 30 tys. mieszkańców...
prof. Filipowiak: Nie, tyle nie miało.
IDG: Takich rzeczy można się dowiedzieć z programów edukacyjnych.
prof. Filipowiak: Można się dowiedzieć różnych rzeczy, nieprawdziwych też. Ha, ha. Ta informacja jest grubo przesadzona.
IDG: Ile więc Wolin liczył mieszkańców w X wieku?
prof. Filipowiak: Proszę pana, Wolin był wyjątkowo ludnym miastem, jak mówiłem "największym miastem Słowian", ale jako zespół osadniczy z centrum miasta, przedmieściami i osadami towarzyszącymi, które tam były, można liczyć maksymalnie od 8 do 10 tysięcy. Ale to i tak jest - jak na tą część Europy - dużo, Kraków, jako stolica w Średniowieczu nie miał wiele więcej.
IDG: Wracając do pytania. Dlaczego tak potężny Wolin, posiadający niesamowite możliwości rozwoju, z dostępem do morza, Zalewem Szczecińskim, uległ regresowi, a właściwie dlaczego się nie rozwinął i uległ Szczecinowi.
prof. Filipowiak: Jest wiele przyczyn, ale jest to rzecz naturalna dlatego, że Wolin był nastawiony na handel dalekosiężny, na wymianę między strefą Bałtyku i całym światem z zapleczem lądowym dorzecza Odry, Warty. Rozwijało się rzemiosło. Okres jego rozkwitu przypada na koniec IX do połowy X wieku, a już od XI wieku jego rola się zmniejsza, bo powstaje obok w Szczecinie wielce konkurencyjne centrum, połączone głębiej, bowiem położone bliżej tego zaplecza lądowo-rzecznego można powiedzieć. Więc rzecz po pierwsze w zmianie stosunków społeczno-gospodarczych, a dochodzi do tego fakt, że w sąsiednim kamieniu na przełomie XI na XII wiek osiedla się władza książęca i tworzy się państwo zachodniopomorskie, władza feudalna, która ma już też inne potrzeby. Wszystko to kończy okres najazdów duńskich 1170-1185, gdzie Wolin był kilkakrotnie totalnie zniszczony. On się już nie mógł podnieść w stosunku do tego zaplecza, bowiem w drugiej połowie XI wieku Szczecin zaczyna przejmować prowadzenie. Ale to są przykłady, które mamy i na tereni Europy, identyczne, zmiana stosunków polityczno-społeczno-gospodarczych powoduje przesunięcia. Gdańsk też miał wcześniej obok większy Puck, ale te tylko miasta przetrwały i rozwijały się, które miały zaplecze. Kołobrzeg nigdy się nie rozwinął, bo takiego zaplecze nie miał, ale rozwijał się, gdyż miał jeden z najważniejszych i potrzebnych człowiekowi produktów - sól. Jak spojrzymy na mapę, Stralsund też był ważnym miastem, ale nigdy nie był tak wielki jak Szczecin, Hamburg, czy Lubeka. Także w takim kierunku szedł rozwój społeczno-gospodarczy.
IDG: Ostatnie pytanie, nieco ogólne, dotyczące całej Polski - dotyczące twierdzeń o Mieszku I, który rzekomo budował na bazie drużyny normańskich najemników, a nawet daleko posunięte twierdzenie, że ród piastowski był pochodzenia normańskiego. Tu analogia do Rusów.
prof. Filipowiak: To już była dyskusja i nie ma co więcej dyskutować. Myślę, że wystarczy tu opis Żyda w służbie kalifatu hiszpańskiego Ibrahima ibn Jakuba. Jest to jedno z najciekawszych i najlepszych źródeł, które daje nam już w 1965 roku opis państwa polskiego i tej drużyny Mieszka I. mówił on, że miał on 3 tysiące pancernych, a jeden jest tyle wart, co 10 innych, więc już w tym czasie ma zorganizowaną drużynę, można powiedzieć nawet, że "pierwszą armię państwową", w cudzysłowie, ale tak można to określić. W takiej drużynie mogli też i służyć żołnierze różnego pochodzenia, ale jest to drużyna Mieszka I (czyli nie najemnicy - przyp. IDG), on o nich dba, zaopatruje, więc to już jest zorganizowane państwo, zorganizowana armia. Jeśli nawet uczestniczyli w niej inni, to znaczną większość musieli stanowić miejscowi woje i ci decydowali o wszystkim.
IDG: Czyli na pewno nie była to drużyna Normanów?
prof. Filipowiak: Na pewno nie.
IDG: Bardzo panu dziękuję za wywiad.